Główne Menu

W oceanie OKAZJI !

„Boże, spraw, żebym kupiła tylko to, po co przyszłam!” – brzmi znajomo? Ilu z nas ma tak, że wchodząc do sklepu z listą zakupów, wychodzi z drugą listą – którą stworzyliśmy przypadkiem, chodząc między regałami? ZAKUPY a OSZCZĘDZANIE to istny paradoks, a jednak musimy stawić mu czoła… 

Zanim zaczniemy dawać złote rady, jak OSZCZĘDZAĆ na zakupach, przyjmijmy, że dążymy do zdroworozsądkowego podejścia. Nie chodzi nam przecież o tygodniową dietę złożoną z najtańszych parówek i kajzerki (chyba, że ktoś lubi). Oszczędzanie w szale zakupowym to nie tylko masa wyrzeczeń…

Fora internetowe i blogi przepełnione są poradami, jak skutecznie korzystać z okazji i programów lojalnościowych: ,,30% rabatu na buty na hasło XYZ…, ,,dzięki zbieraniu punktów przez kilka miesięcy, wygrałem 2 bilety do kina…”, ,,udostępniłam i polubiłam na FB profil restauracji i wypadło na mnie – wygrałam kolację dla dwojga…” – tak brzmią opisy szczęściarzy, którym udało się coś wygrać. Nie jest to może trafienie szóstki w totolotka, ale na pewno potrafi sprawić dużo radości, zwłaszcza pechowcom. Czy taka ciągła pogoń za okazjami jest warta zachodu? 

PO PIERWSZE wieczne uganianie się za okazjami i rabatami może doprowadzić do sytuacji, w której to ogon macha psem. Co mamy na myśli? Zamiast skupiać się na tym, że MUSIMY oszczędzać, skupiamy się na tym, że mamy okazję, z której warto skorzystać (bo inaczej ucieknie nam sprzed nosa, przez co nieświadomie wydajemy więcej 🙁).

PO DRUGIE jak mówią, czas to pieniądz. Czy rzeczywiście powinniśmy poświęcać każdą wolną chwilę na szukanie promocji i rabatów? Nie lepiej go wykorzystać w inny sposób? Pomyślcie sami.

PO TRZECIE świat nie kończy się na ZNIŻKACH – naprawdę ! To nie jest jedyny sposób na zostawienie w portfelu większej ilości gotówki. Są recepty, które przynoszą lepsze efekty, przy mniejszym wkładzie i naszej energii, i naszego czasu.  

Na wstępie powiemy, że nie chcemy BOMBARDOWAĆ wzdłuż i wszerz programów lojalnościowych, promocji, rabatów, darmowych produktów. Chodzi o to, by odróżnić KORZYŚĆ od ślepej pogoni za towarem. Co mamy na myśli? Jeśli kupujemy paliwo na droższej stacji tylko po to, by zebrać punkty – to ŻADNA KORZYŚĆ. Jeśli kupujemy dodatkowe produkty w sklepie, których i tak nie zjemy – ale dostaniemy za to sporo dodatkowych naklejek – to ŻADNA KORZYŚĆ. Jeśli jedziemy kilka kilometrów w korkach do supermarketu, w którym zbierzemy dodatkowe znaczki – to ŻADNA KORZYŚĆ. W oszczędzaniu chodzi o to, by nie podporządkowywać całego życia wyłącznie zakupom z promocji. Aby zachować zdrowy rozsądek, warto rozdzielić OSZCZĘDZANIE od OKAZYJNEGO (od czasu do czasu) zbierania naklejek na produkty, które rzeczywiście nam się przydadzą. Wyobrażacie sobie sytuację, że bierzemy wszystko, co wpadnie nam pod rękę, bo akurat jest w promocji? Pewnie wielu tak robi, ale czy faktycznie o to nam naprawdę chodzi? 

Dlatego jeżeli zdobywamy punkty i rabaty sporadycznie – TO SUPER. Ale gdy musimy dokupić COŚ jeszcze, choćby malutką rzecz przy kasie – zdecydowanie ODRADZAMY. O stanie naszego majątku decydują zgromadzone pieniądze, a nie ZEBRANE punkty. Czy słyszeliście o człowieku, który dorobił się na promocjach i zniżkach, stał się bogaty, bo zdobył największą liczbę punktów lojalnościowych? NIE. Pewnie dlatego, że aby je otrzymać, trzeba wydać sporą kwotę, a na tym niestety trudno się wzbogacić… 

To samo tyczy się programów typu moneyback w bankach. Na czym one polegają? Na tym, że jeśli spełnimy określone warunki (aktywne korzystanie z karty kredytowej, robienie przelewów, przekierowywanie wypłaty na konto), bank zwróci nam kilka procent za część dokonanych zakupów. 

Przykładowo: Jeśli miesięcznie płacimy kartą 400 zł, a zarabiamy 1 000 zł, to możemy zyskać ok. 40 zł.

Reklamy pod hasłem: ZARABIAJ NA ZAKUPACH są takim samym absurdem jak ZDROWIEJ PRZEZ JEDZENIE CHEMII. Niestety, wydawanie pieniędzy to wydawanie pieniędzy i nic tego zmieni (choćbyśmy tego chcieli). Nie da się tego zrobić, KONIEC I KROPKA. 

Oczywiście, jeśli bank proponuje nam skorzystanie z programu, to zróbmy to jak najbardziej. Nie popadajmy tylko w paranoję i nie przenośmy swojego konta do konkurencji tylko dlatego, że oferuje nam moneyback. Weźmy pod uwagę opłaty, jakie bank od nas pobierze za wykonane operacje… nie ma nic za darmo 🙂 

Śledzenie regulaminów promocji, spędzanie długich godzin w internecie w poszukiwaniu okazji, czy przenoszenie rachunków między bankami – to naprawdę zajmuje dużo CZASU! Dużo cennego czasu, który moglibyśmy spożytkować w inny sposób. Nie twierdzimy, że nie ma to sensu, ale czy faktycznie powinniśmy temu podporządkowywać każdą wolną chwilę? Kilka programów lojalnościowych, rachunki w kilku bankach, karty kredytowe, do tego ciągły spam poczty z super promocjami. Już na samą myśl o tym zastanawiamy się, jak nad tym wszystkim zapanować i nie dać się zwariować! 

W takim razie na co postawić, aby mieć pewność, że OSZCZĘDZANIE ma sens? 

Oto kilka skutecznych sposobów – znacznie prostszych i szybszych do zrealizowania: 

KARTKA + DŁUGOPIS = BRAK GŁODU  

Robienie zakupów ZAWSZE jest skutecznym sposobem, dzięki któremu możemy zaoszczędzić kilkaset złotych miesięcznie (tak, tak, NAWET w typowym modelu 2+2). Jak to zrobić? Proponujemy przykleić kartkę na lodówkę (to tam NAJCZĘŚCIEJ ucieka nasz wzrok) i wypisywać na niej produkty, które niebawem się skończą. Porozglądajmy się w szafkach, na półkach, czy niczego nie brakuje. W ten sposób nie wydamy dodatkowych pieniędzy na rzeczy, które mamy i nie chcemy, by się przeterminowały. Listę zakupów warto podzielić na DWIE KOLUMNY: POTRZEBY (chleb, masło, szynka, owoce..) i ZACHCIANKI (słodkości, jakieś ubranie, piwko, lody…). Dzięki takiemu podziałowi lepiej zrozumiemy nasze potrzeby i w końcu będziemy wiedzieli, gdzie rozpływają się oszczędności. Jeśli nasza lista zachcianek jest dosyć DŁUGA, to jest to poważny SYGNAŁ ALARMOWY, że nasze finanse wołają o pomoc i konieczna jest zmiana! Ciężko nam to przegryźć? – DOSŁOWNIE. To może ustalmy własny kwotowy limit, na jaki możemy sobie pozwolić. Oczywiście w trakcie robienia zakupów trzymajmy się surowo listy, którą wcześniej pięknie stworzyliśmy, i nie sięgajmy po rzeczy, które mogą się przydać, a wcale nie muszą. To strata pieniędzy. Te same zasady tyczą się nie tylko produktów spożywczych, ale też innych. Nie wierzycie? Zajrzyjcie do garażu lub piwnicy i zobaczcie, jak możecie odkryć dobrze Wam znane miejsca na nowo – pewnie moglibyśmy spokojnie otworzyć sklep z antykwariatem. 

Dobrym pomysłem są także ZAKUPY PRZEZ INTERNET. W ten sposób łatwiej jest nam skoncentrować się na rzeczach, które faktycznie potrzebujemy (przynajmniej mamy taką nadzieję). Fakt faktem, że gdy jesteśmy odizolowani od marketowej muzyki, apetycznych zapachów pieczywa, przyciągających nos perfum czy ogromu niepotrzebnych produktów na drodze do kas, nie jesteśmy tak podatni, by kupić coś niepotrzebnego. Kupujmy więc on-line 🙂. 

NAJEDZONY – ZAWSZE ZADOWOLONY 

Jak robić zakupy, to tylko z pełnym żołądkiem. Wiadomo, gdy jesteśmy głodni, wszędzie czyhają na nas pokusy, którym ciężko się oprzeć. Pamiętajmy, że z punktu widzenia sieci handlowych, to właśnie GŁODOMORY są ulubionymi klientami. Pusty żołądek podpowie nam wiele niepotrzebnych produktów, które przecież są tak APETYCZNE… 

Poza tym kupowanie w pośpiechu i w stresie (jesteśmy tacy głodni, jak tu się skupić na czymkolwiek?) nie sprawią nam takiej radości i frajdy – jeśli można to tak nazwać – jak dotychczas. Dlatego jeśli chcesz mieć więcej pieniędzy w portfelu, ZANIM ZROBISZ ZAKUPY, ZJEDZ PORZĄDNY POSIŁEK W DOMU ! 

DZIECI W DOMU, RODZICE SZALEJĄ 

Gdy potrzebujemy zrobić większe zakupy, zapierajmy się nogami i rękami lub czym tylko mamy, by nie zabierać ze sobą dzieci. Nasze pociechy, choć najsłodsze, choć chcemy im nieba przychylić, są niezłymi negocjatorami – żeby nie powiedzieć: manipulatorami – i zawsze wynajdą coś spoza listy zakupów: lizaczek, batonik, kredki, kolorowanka, plastikowy konik (choć w domu spora kolekcja). Nie ma co się łudzić, zawsze znajdą haczyk na chociażby jednego z rodziców – jak nie płaczem, to słodką minką. Bezpieczniej jest zostawić dzieci w domu i mieć zaoszczędzone kilkadziesiąt złotych w kieszeni. 

ZAPASY = PRZETERMINOWANA ŻYWNOŚĆ 

Na pewno każdemu zdarzyło się wyrzucić przeterminowaną żywność. Jest to efekt niepotrzebnych zakupów NA ZAPAS. Jasne, że czasem warto zaopatrzyć się w pewne produkty, aby nie robić zakupów zbyt często, ale, moi drodzy! Czasy wojny mamy już dawno za sobą i nikt nam nie wykupi wszystkich pudełek herbaty albo mąki ziemniaczanej, choć czasem patrząc na sklepowe wózki odnosi się wrażenie, że tak właśnie może się stać. Wiele osób kupuje produkty w podwójnych opakowaniach, bo uważają, że na tym OSZCZĘDZĄ. I tutaj czekają na nas pułapki: po pierwsze, DWUPAKI i CZTEROPAKI, które krzyczą do nas KUP MNIE!. Po drugie, jeśli kupimy czegoś więcej, ot tak na zapas (czekoladki, ser, wędliny, napoje), to logiczne, że to szybciej spożytkujemy – w końcu mamy to pod ręką, bez wychodzenia do sklepu. Efekt uboczny? Mniej pieniędzy w portfelu, więcej centymetrów w pasie, a chyba nie o to nam chodziło. Rozsądne zapasy – JAK NAJBARDZIEJale nadmierne – BEZ SENSU. 

KREDYTY, KREDYCIKI = PUSTY PORTFEL 

Dług to największy wróg w drodze do finansowego BEZPIECZEŃSTWA. Dlatego zadłużenia w postaci kredytów i pożyczek konsumenckich to naprawdę ZŁO KONIECZNE, najbardziej niebezpieczne dla naszego portfela. Po prostu kupujmy na tyle, na ile możemy sobie pozwolić, bez korzystania z limitu na rachunku bankowym i debetu na karcie kredytowej. Jeśli wydajemy więcej, nieświadomie pakujemy się w tarapaty. I nawet jeżeli nie odczujemy tego od razu, to prędzej czy później wpłynie NIEKORZYSTNIE na jakość naszego życia. Pod żadnym pozorem NIE ZADŁUŻAJMY SIĘ!

Te oto zasady z pewnością ułatwią życie, pytanie: czy się do nich dostosujemy? Jesteśmy zdeterminowani do działania, czy mamy jeszcze wątpliwości? Próbujmy, działajmy, starajmy się! Mamy tylko jedno życie, ale za to wiele szans. Im szybciej zaczniemy, tym więcej pieniędzy uda nam się zaoszczędzić. 

DO DZIEŁA! 🙂 

 


Wyraź swoje zdanie ;)