Główne Menu

Uwaga! Ekolog za kierownicą!

Pierwszy dzień wiosny już niedługo, a potem – Międzynarodowy Dzień Ziemi… no dobrze, może faktycznie do kwietnia jeszcze daleko, tym bardziej że pogoda za oknem nie napawa optymizmem. Ale o naszą planetę warto dbać zawsze! Mamy ją tylko jedną, a na inne (póki co!) nie potrafimy podróżować. Dlatego dziś podpowiemy, jak połączyć troskę o Ziemię z dbaniem o nasze portfele.

Nasze rozważania skupią się na coraz częściej używanym pojęciu eco-driving. Moda na bycie eco za kierownicą przyszła do nas z mroźnych krajów skandynawskich. Duże zanieczyszczenia powietrza i jego skutki – zarówno dla zdrowia ludzi, jak i otoczenia – sprawiają, że trend ten staje się coraz bardziej popularny. Jego podstawą jest płynna i zrównoważona jazda, dzięki której możemy sporo zaoszczędzić…

A specjaliści trąbią, że pozwoli to nawet na 25%-owe ograniczenie spalania paliwa! Ot tak, bez konieczności kupowania nowego, ekonomicznego auta. Prawda, że są to już konkretne oszczędności w budżecie osób, które nie mogą obyć się bez samochodu? Tym bardziej, że nie zapowiada się na nagły spadek ceny paliw. Dlatego jeśli nasz silnik jest dobrze wyregulowany i mamy dużo samozaparcia, to polecamy zapoznanie się z zasadami eco-drivingu, znanymi też jako zasadami eko-jazdy.

Ale najpierw…

Skąd w ogóle wyższe spalanie? 

Kupujemy samochód i widzimy, że poprzedni właściciel potrafił spalić na trasie niewiele – zacieramy ręce, ciesząc się na spore oszczędności, a tu psikus! – niemiła niespodzianka 😐 Co się stało, że nagle na takiej samej trasie, powiedzmy: 100 km, osiągamy większe spalanie? Otóż przyczyn może być kilka:

  • Gwałtowne ruszanie 
  • Nagłe hamowanie 
  • Zbyt wysokie obroty
  • Nieumiejętne przyspieszanie 

Wszystko to razem wzięte potrafi opróżnić nasz bak o 40% szybciej niż gdybyśmy przyswoili sobie wiedzę dotyczącą eko-drivingu, znaną już od lat 90. XX wieku. No dobrze, na czym więc polega prawidłowa jazda, która zmniejsza spalanie, jest dynamiczna, a tym samym bardziej bezpieczna? 

Skończ z przyzwyczajeniami! 

Aby zmienić swój styl jazdy, najpierw zacznijmy od siebie! Mentalne przygotowanie na zmiany to pierwszy, jakże ważny krok – bo nie chcemy, by nasz zapał minął wraz z pierwszym zakrętem i długą prostą 😉 Brzmi to trochę jak kara? Nic podobnego! Jazda ekonomiczna wielu kojarzy się ze stylem jazdy bardziej „ślamazarnym” i „nieudacznym” w porównaniu do ogólnie przyjętego. Ale wcale tak nie jest – po prostu wymaga od nas większej uwagi i przewidywania sytuacji na drodze. 

Ekojazda to nowa kultura, która dopiero kiełkuje na naszych drogach – i dobrze, bo każdy chce czuć się bezpiecznie, przemierzając kilometry. A gdy przy okazji na tym zaoszczędzimy, to i od razu człowiek w lepszym nastroju na trasie 😀

Hamuj z głową! 😉  

Samo pozytywne nastawienie nie wystarczy – potrzebne są do tego konkretne działania!  Odpowiednie hamowanie to koronna zasada jazdy ekonomicznej. Wymaga jednak od nas dużej  umiejętności przewidywania na drodze. Co robicie, kiedy widzicie czerwone światło, a do skrzyżowania macie jeszcze kilka metrów? W 90% wrzucacie na luz przekonani o tym, że oszczędzacie paliwo? To błąd! W takiej sytuacji samochód również zużywa trochę paliwa, a można sprawić, by nie zasysało go wcale. Jak?

Przerzućmy się na hamowanie silnikiem! Zdejmijmy nogę z gazu, potem zredukujmy bieg na niższy – w przeciwnym razie auto ponownie zacznie zużywać paliwo. Delikatnie puśćmy sprzęgło, tak by nie szarpnęło. Dojeżdżając w taki sposób do miejsca zatrzymania, wspomagajmy się w razie potrzeby hamulcem nożnym. Dzięki temu zaoszczędzimy nie tylko paliwo, ale i wydłużymy żywotność naszego układu hamulcowego. 

A co z jazdą na tzw. luzie? Zdecydowanie odradzamy. Dla nowszych silników może ona zaowocować mandatem, a poza tym jest niebezpieczna – nie zawsze będziemy w stanie włączyć odpowiedni bieg. No i w końcu najważniejsze – i tak spalamy paliwo! 

Generalnie hamowanie silnikiem wymaga wypracowania umiejętności szacowania odległości – tak, byśmy nie byli zmuszeni do całkowitego zatrzymania auta, tylko płynnie jechali dalej. 

Równomierna prędkość, czyli ostrożnie z hamulcami! 

Częste i nagłe zmiany prędkości jazdy wpływają na zużycie paliwa. Dlatego zamiast pędem dojeżdżać do świateł, a następnie gwałtownie hamować – lepiej zbliżać się do nich wolnym tempem. Szpan i chwalenie się umiejętnościami za kierownicą schowajmy do kieszeni – jednostajna prędkość pozwoli nam na większą kontrolę nad autem i zwiększy bezpieczeństwo na drodze. 

Nie zapomnijmy też o zachowaniu odstępu od pojazdu jadącego przed nami (ok. 30-50 m). Nie stracimy w ten sposób dodatkowej energii kinetycznej. 

Tak naprawdę optymalne prędkości dostosowuje się do określonej trasy. Jeśli jedziemy drogą ekspresową, poruszajmy się z prędkością ok. 90-120 km/h. Przyspieszenie już do górnej granicy 140 km/h zwiększa zużycie paliwa nawet o 20%! Dlatego idealną opcją na dalekie wyprawy jest korzystanie z tempomatu, który pozwoli nam obserwować prędkość (przy krótszych odcinkach nie ma takiej potrzeby). 

Inaczej wygląda jazda w mieście, która zależy od natężenia ruchu czy odpowiedniej synchronizacji świateł. Za najbardziej ekonomiczną, przy optymalnych warunkach na drodze w centrum, uważa się prędkość 50-60 km/h. 

Biegi, biegi – czyli jazda na największych obrotach 

Dobrym nawykiem, który umożliwi nam oszczędzanie paliwa, jest szybka zmiana biegu na wyższy. No tak, ale wysoka prędkość obrotowa silnika, to przecież wyższe spalanie. Jak najbardziej, dlatego sprawdźmy, jakie są wytyczne silnika w naszym samochodzie (znajdziesz je np. w instrukcji obsługi lub internecie) i starajmy się zmieniać biegi zgodnie z tymi zasadami. 

W nowszych autach na piątym biegu możemy jeździć nawet 60-70 km/h. Poza tym wielu kierowców zapomina, że „jedynka” służy tylko do ruszania i jazda na niej na dłuższą metę – to nie oszczędność!

Ufff, jak gorąco! 

Wprawdzie nie wyobrażamy sobie jazdy samochodem w upalny dzień bez klimatyzacji – jednak ustawianie jej na maksymalne obroty zwiększa zużycie paliwa. Może to być nawet 2 litry na 100 przejechanych kilometrów! Dlatego korzystajmy z niej rozsądnie. 

No dobra, w takim razie uchylę okno – Oops, to chyba nie był najlepszy pomysł… Otwieranie okien zamiast używania klimatyzacji wydawałoby się idealnym rozwiązaniem. Niestety – opuszczone szyby sprawiają, że pojawia się większy opór aerodynamiczny i pojazd musi zużywać więcej benzyny na jego pokonanie. W rezultacie z punktu widzenia ekonomicznej jazdy rozsądnie używana klimatyzacja okazuje się być lepszym rozwiązaniem. Kto by pomyślał!

Zbędny bagaż? Odpada! 

Wspomniany wcześniej opór powietrza zwiększają także bagażniki dachowe. Dlatego najlepiej jest je zdemontować – oczywiście jeśli nie są już niezbędne do przewozu nart, roweru czy innego sprzętu. Niby nic, a taki element na dachu może przyczynić się do zużycia paliwa nawet o 15%! 

Warto też zwrócić uwagę na obciążenie auta. Prawa fizyki są nieubłagane. Jeśli w bagażniku przewozimy jakieś koła zapasowe, dodatkowe zbiorniki z płynem do spryskiwaczy czy olejem, a do tego jeszcze inne narzędzia „na wszelki wypadek” – znacząco zwiększamy ciężar naszego autka. Szacuje się, że dodatkowe 100 kg może oznaczać nawet o 1 litr więcej spalonego paliwa na 100 km. 

Postój tylko przy wyłączonym silniku! 

Zamknięty przejazd kolejowy? Współpasażer wyskoczył na chwilę do sklepu? Jeszcze chwila, przetrę tylko przednią szybę? We wszystkich tych przypadkach bez wyjątku najlepiej jest wyłączyć silnik. W końcu komu jak nie nam może zależeć na obniżeniu wydatków? Naprawdę nie musimy obawiać się zużycia zapłonu – samochody przystosowane są do kilkudziesięciu tysięcy uruchomień silnika, a włączony w trakcie postoju silnik może zużywać nawet do 1,5 litra paliwa w ciągu godziny. Dlatego jest to kompletnie nieuzasadnione spalanie!

W nowych autach taka forma marnotrawstwa paliwa została wyeliminowana poprzez funkcję start-stop, która automatycznie wyłącza silnik, jeżeli postój trwa dłużej niż 20 sekund. Dlatego jeśli nasz samochód nie posiada takiego bajeru, a zatrzymujemy się na dłuższy czas – przekręćmy kluczyk w stacyjce. 

Spójrz na CIŚNIENIE! 

Regularna kontrola oraz uzupełnianie ciśnienia w oponach, pozwoli nam zaoszczędzić kilka funtów podczas kolejnej wizyty na stacji benzynowej. Specjaliści alarmują, że ciśnienie obniżone choćby o 0,5 bara może oznaczać większe zużycie paliwa – nawet o 2%-3%. Dlaczego się tak dzieje? Bo zwiększa się tzw. opór toczenia opony. Pod wpływem ciężaru pojazdu, jego opony uginają się w miejscu, w którym stykają się z podłożem – co powoduje, że również bieżnik staje się płaski. Ta chwilowa deformacja stawia opór – i aby go pokonać, konieczne jest wytworzenie większej siły, czyli większe zużycie paliwa. Ale… 

niewłaściwe ciśnienie to także szybsze zużycie opon, ryzyko na drodze oraz pogorszenie komfortu naszej jazdy 😐  

W dodatku na ekonomiczną jazdę wpływa także sezonowa wymiana opon. Te przeznaczone do jazdy zimą dzięki swojej konstrukcji mają większy opór toczenia. To gwarantuje lepszą przyczepność w zimowych warunkach, ale latem – oznacza większe zużycie paliwa.

Na zakończenie krótka myśl – eco-driving to nie tyle radykalne przepisy, które mają ograniczyć emisję spalin, co raczej moda na bycie eco i dążenie do oszczędności. Pamiętajmy, by nie popaść w niepotrzebną przesadę i styl jazdy eco dostosować do swojego charakteru, by nie powodował frustracji, a pozwalał tylko czerpać przyjemność z jazdy i z zaoszczędzonych pieniędzy. Pomyślmy też, ile dobrego zrobimy dla naszej przyrody!

Zaprzyjaźnij się ze swoim samochodem – poznaj go i doskonal technikę ekonomicznej jazdy. Nasze auto to nie jest przecież studnia bez dna – to, czy będzie kosztowną zabawką, zależy w dużej mierze od naszych decyzji i stylu jego użytkowania. 

Bądźmy ecodriverami! 


Wyraź swoje zdanie ;)