Główne Menu

Nie taki DIABEŁ straszny… jak DEWELOPER?!

UWAGA! Nowe mieszkanie kilkadziesiąt tysięcy złotych taniej? – to może być największa oszczędność w Twoim życiu! Wystarczy, że nauczymy się technik SKUTECZNEGO negocjowania z deweloperem. Jak się do tego przygotować? Zapraszamy do lektury. Rozsiądźcie się wygodnie w fotelu, zaparzcie kawę i rozkoszujcie się tym ciekawym wpisem 🙂

W kulturze arabskiej to prawdziwa sztuka i styl życia, jednak nam, Ludziom z Północy, wychodzi to dużo gorzej. Tymczasem NEGOCJOWANIE naprawdę się opłaca! Konkretny, pewny siebie i zdecydowany człowiek jest w stanie wywalczyć znacznie lepsze warunki niż ktoś, kto nie jest pewny własnych praw i tego, co chce osiągnąć. Wydaje nam się to nadzwyczaj skomplikowane i często podchodzimy do tego z nastawieniem – ,,bo nie wypada”. Jesteśmy zbyt kulturalni i zbyt ułożeni, żeby prosić o coś – liczymy na to, że to druga strona, złoży nam korzystną ofertę. Poza tym nie każdy lubi się targować, bo zbyt często uznajemy, że podana cena jest ostateczna i nie chcemy ośmieszyć się przed oferentem. Niestety, żeby dostać korzystne warunki umowy, często musimy walczyć o swoje i naprawdę nie musimy się niczego wstydzić! 

Negocjacja to nie jest walka, a po prostu droga do porozumienia. Są sytuacje, że wręcz wypada się targować, a im mocniej naciskamy drugą stronę, tym większy zyskujemy u niej szacunek. W biznesie, nawet w polskiej kulturze, często budujemy w ten sposób dobrą relację pomiędzy targującymi się – bo dobry negocjator zawsze będzie postrzegany jako PROFESJONALISTA. 

Wiemy, że negocjowanie z deweloperem do najłatwiejszych nie należy, ale jest to jak najbardziej możliwe. Ten artykuł zdecydowanie podniesie Wasze kompetencje w dziedzinie negocjacji nie tylko ze sprzedawcą, ale i w każdej sytuacji życiowej i biznesowej, z jaką będziecie musieli się zetknąć. Zaczynamy! 

Słowem wstępu, chcemy podkreślić, że jeśli macie opory przed podjęciem negocjacji – doskonale Was rozumiemy 🙂. Niecodziennie kupujemy mieszkanie – takiego zakupu dokonujemy może raz lub dwa razy w życiu, dlatego nasze małe doświadczenie i wstyd przed porażką czy kompromitacją jest uzasadniony. Tylko pamiętajmy, że: 

  • kupno mieszkania na jak najbardziej korzystnych warunkach nie jest niczym złym. Deweloper chce dokładnie tego samego dla siebie – czyli jak najkorzystniejszej transakcji,
  • deweloper zdaje sobie sprawę, że część klientów będzie dążyła do ,,zbicia” ceny, więc przygotował się na to, by pod naszym naciskiem dać zniżkę. Dzięki temu my będziemy mieć satysfakcję, że kupiliśmy taniej, a on i tak na tym zarobi!

…a zatem do rzeczy. Wyjaśnimy dzisiaj poszczególne kroki typowego procesu negocjacji. Jednak schemat ten jest całkiem uniwersalny, więc możecie go ,,dostroić” do każdej sytuacji życiowej. 

NEGOCJACJE – szukamy korzystnego rozwiązania! 

Zdecydowanie nie jest to umiejętność, z którą się rodzimy. Uczymy się jej przez całe swoje życie. Dlatego by móc powiedzieć: ,,jestem dobrym negocjatorem”, ogromne znaczenie ma WŁAŚCIWA KOMUNIKACJA. Często nawet przy podobnych interesach rozmówcy nie potrafią się ze sobą dogadać. Dlaczego? Przede wszystkim przez zbytnie nastawienie NA MÓWIENIE, a NIE SŁUCHANIE. Poza poznaniem drugiej strony, jeszcze ważniejszy jest dobór odpowiednich argumentów. 

Przykładowo: dużo łatwiej będzie nam przekonać kogoś do swojego stanowiska, jeśli posłużymy się argumentami, które on sam mógłby zastosować, gdyby siedział po drugiej stronie stołu. 

Negocjacje cenowe NIGDY nie sprowadzają się wyłącznie do ceny. Często górę biorą nasze emocje. Szczególnie w sytuacjach, w których dochodzimy do wniosku, że ,,nie chcę mieć z nią/nim nic wspólnego!” Sposób, w jaki się zachowujemy w trakcie rozmów, dużo o nas mówi i decyduje o tym, czy zakończą się one sukcesem czy fiaskiem… Na ogólne powodzenie negocjacji wpływa całokształt naszego zachowania, a nie tylko cena! 🙂  

Mamy z tym problem? W takim razie ćwiczmy przed lustrem sztukę negocjowania. Układajmy scenariusze rozmów w głowie czy odpowiedni dobór argumentów – to wszystko pomoże nam pokonać mniejszy lub większy stres, który może nam towarzyszyć przy spotkaniu ,,twarzą w twarz”. 

Wstęp do negocjacji z DEWELOPEREM 

W przebiegu negocjacji dużo zależy od naszego nastawienia – jest to w 100% prawdziwe stwierdzenie. Jednak tak samo ważne jest to, na jakiego dewelopera trafimy – to, czy uda nam się dużo ugrać, nie zależy wyłącznie od nas samych, ale też od okoliczności rozmów. 

Pamiętajmy także o tym, że przy kupowaniu nowego mieszkania dla siebie, bardzo często towarzyszą nam emocje, które w niektórych sytuacjach powodują ,,wyłączenie myślenia”. Negocjujmy nie tylko z deweloperem, ale przede wszystkim z samym sobą 😀! 

UWIERZ W SIEBIE! 

Pierwsza i najważniejsza rzecz, o jakiej powinniśmy pamiętać, to – uwierzyć, że możemy wywalczyć niższą cenę. Czy uważacie, że deweloper jest na tyle naiwny i nierozsądny, by proponować cenę wyjściową jako ostateczną i niepodważalną? Fakt, na pewno chciałby ją uzyskać, ale czy naprawdę uważacie, że nie zdaje sobie sprawy z tego, że klienci będą dążyli do ,,zbicia” ceny? Oczywiście, że tak nie jest! 

Poza tym walczmy o niższą cenę, szczególnie gdy przy kupnie mieszkania korzystamy z kredytu hipotecznego. Każde 1.000 zł rabatu powinno być na wagę złota, gdy na głowie mamy jeszcze inne wydatki. 

Tak, zdajemy sobie sprawę, że wiedza to jedno, a skuteczne negocjowanie rabatu to drugie. Dlatego powinniśmy uświadomić sobie, ile na takich mieszkaniach zarabiają deweloperzy. Średnia marża na rynku wynosi ok. 20% – po odliczeniu wszystkich kosztów: zakupu działki, projektu, materiałów całej budowy. Czyli jest to średnia marża już po rabatach. Ale zdarza się, że jest ona dwukrotnie wyższa i może wynosić np. 40%. Jest to szczególnie popularne dla bardziej prestiżowych lokalizacji, gdzie mamy ,,wyśrubowane ceny”, ale też daje większe pole do popisu przy negocjacji stawki. 

Co to oznacza w praktyce? Jeśli nieruchomość kosztuje, załóżmy, 430.000 zł, to deweloper może nam ją sprzedać za ok. 400.000 zł, a i tak zarobi na niej więcej niż 80.000 zł. I co, warto walczyć o swoje? 

Bądźmy jak Sherlock Holmes! 

Chodzi nam głównie o dokładne rozeznanie się w sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Przed wstępem do negocjacji, warto dowiedzieć się paru spraw: 

  • Kiedy rozpoczęła się sprzedaż mieszkań? – dzięki temu oszacujemy mniej więcej, ile osób może być chętnych na kupno tego lokalu 
  • Jaka część inwestycji jest już sprzedana? – jeśli budowa się kończy, a deweloperowi zostało jeszcze np. 40% niesprzedanych mieszkań, to nasza pozycja negocjacyjna jest lepsza niż w sytuacji, gdy zależy nam na zakupie ostatniego mieszkania
  • Jaka jest średnia cena za metr kwadratowy? Czy różni się ona w zależności od piętra lub atrakcyjności mieszkania? 
  • Ile kosztuje miejsce parkingowe w garażu podziemnym? Czy są one różnej wielkości? 
  • Czy dostępne są piwnice dla wszystkich? Jeśli tak, to za ile? 
  • Czy grunt, na którym powstanie lub istnieje budynek, należy do dewelopera, czy jest to użytkowanie wieczyste? (od kogo dzierżawiony jest grunt – od gminy, skarbu państwa? – ma to późniejszy wpływ na wysokość opłat za użytkowanie). 

Im więcej informacji zbierzemy na tym etapie, tym łatwiej jest nam budować późniejszą argumentację. A sam deweloper zmieni wobec nas nastawienie, wiedząc, że ma do czynienia z osobą, która jest świadoma każdego swojego kroku. Poza tym taki ,,research”, czyli zbadanie sytuacji, ma duże znaczenie przy przekonywaniu nas samych – czy cena mieszkania, rzeczywiście jest atrakcyjna, a może warto z niego zrezygnować. 

ZBUDUJMY naszą listę ,,marzeń” 

Zadajmy sobie podstawowe pytanie: Czym będziemy kierować się przy wyborze mieszkania? Czy, po pierwsze – postawimy na ,,pierwsze wrażenie”, damy się ponieść emocjom i pragnieniu posiadania własnego kąta? Czy, po drugie – stworzymy listę kryteriów, jakimi będziemy się kierować przy kupnie tego właściwego? Bez dwóch zdań, wybieramy tę drugą opcję! 

Fakt, czasami, gdy jesteśmy już zmęczeni ,,wertowaniem” kolejnego z rzędu mieszkania, wpada nam w ręce oferta czegoś, co wydaje nam się sto razy lepsze od tego, które obejrzeliśmy wcześniej. I wtedy łatwo o nieracjonalne decyzje 🙁. Dlatego stworzenie listy, którą będziemy się kierować, pozwoli nam na ,,chłodne”, ale przede wszystkim rozsądne kalkulacje. Co powinno się znaleźć na takiej liście? 

  • Na którym piętrze znajduje się mieszkanie? – czy jest to najwyższa kondygnacja, a może parter, na którym nie chcemy mieszkać? (lub właśnie chcemy?) 
  • Czy mieszkanie nie sąsiaduje z windą, która może być dla nas hałaśliwa? 
  • Czy miejsce parkingowe jest blisko wejścia do klatki? Czy w ogóle znajdują się w pobliżu miejsca postojowe i czy ich liczba jest wystarczająca? 
  • Ilu mamy sąsiadów? 
  • Jak wysokie jest mieszkanie? Czy zależy nam na tym? 
  • Czy mieszkanie będzie słoneczne, a może ,,zagości” w nim ciemność? 
  • Czy mieszkanie ma piwnicę? Czy jest duża? Czy jest to dla nas istotna sprawa? 
  • Jaka jest odległość od przystanku autobusowego, tramwajowego? 
  • Czy w pobliżu znajdują się jakieś sklepy? Jaka jest odległość do parków, innych atrakcji, szkół, przedszkoli, kościoła? 
  • Jaka jest odległość od centrum? – chodzi tutaj o czas dojazdu komunikacją miejską lub transportem własnym w różnych porach, w jakich będziemy się przemieszczać. 
  • Jaki jest poziom hałasu w okolicy? 
  • Czy okolica, w której zamieszkamy, jest bezpieczna? 
  • Sposób oświetlenia osiedla – np. sprawdźmy, czy nasze okno nie znajduje się w pobliżu latarni, która będzie świecić całą noc 
  • Czy w okolicy są planowane jakieś inwestycje? – np. szanse na wybudowanie niechcianych przez nas dróg szybkiego ruchu, galerii handlowych, kolektorów ściekowych
  • Jaki jest widok z okna i czy  istnieje szansa, że ktoś może nam przez nie zaglądać? 

Tworzymy listę naszych ATUTÓW! 😀  

Oprócz naszych wymagań co do wymarzonego gniazdka, ważne jest również to, co możemy zaoferować deweloperowi. Posiadamy coś, czego inni mogą nam pozazdrościć? Powiedzmy mu o tym! 🙂 

  • Podoba nam się mieszkanie, o ,,dziwnym” układzie lub niechodliwe? Dajmy o tym znać jak najszybciej! Na takiej nieruchomości zyskamy najwięcej.  
  • Jest nam wszystko jedno co kupimy, bo potrafimy rozplanować każdy lokal? Zapytajmy wprost dewelopera, które mieszkania cieszą się najmniejszym zainteresowaniem, a później twardo negocjujmy! 
  • Jesteśmy elastyczni, jeśli chodzi o harmonogram płatności? – powiedzmy o tym! 
  • Finansujemy się kredytem, ale mamy dobrą zdolność kredytową? – to także dobry argument, że ze spłatą mieszkania nie będziemy mieć najmniejszego problemu. 
  • Nie planujemy wprowadzić żadnych przeróbek w mieszkaniu? To także znak dla sprzedawcy, że nie przysporzymy mu dodatkowej pracy. 
  • Płacimy gotówką za mieszkanie? – Super, tylko dla oferenta nie ma dużego znaczenia, czy płacimy gotówką, czy pieniądze przeleje bank. Jeśli nadmiernie będziemy afiszować się z pieniędzmi, możemy zrazić go tym. Ale jeżeli obudujemy to oszczędnością i damy do zrozumienia, że pożyczamy pieniądze od rodziny i znajomych i stać nas na wydanie tylko konkretnej, ograniczonej kwoty – to mamy dobry punkt zaczepienia do NEGOCJACJI! 

Tworzymy listę naszych kosztów! 🙁  

To punkt, o którym bardzo często zapominamy albo pamiętamy – tylko posiadamy za mało entuzjazmu w sobie, by wykorzystywać go w praktyce. 

Naszym głównym zadaniem będzie, po pierwsze – zebranie wszystkich kosztów w jednym miejscu. Gdy je obliczymy, naszym drugim krokiem powinno być wspomnienie o nich w trakcie negocjacji. Dlaczego? Bo może nam to przynieść niezłą korzyść 🙂. Na przykład: Wydajemy na mieszkanie maksymalnie 500.000 zł – bo tyle mamy gotówki lub jest to maksymalna wysokość kredytu, jaki możemy wziąć. Po za tym, jest to całkowity koszt, w którym musi się zmieścić: zakup mieszkania, przeróbki, wyposażenie, ubezpieczenie, koszty kredytowe, podatki i koszty notarialne, związane z przejęciem mieszkania od dewelopera. Takie wyliczenia pokazujemy sprzedawcy. 

Jaką zaletę ma takie podejście? Przede wszystkim rozszerzamy zasięg naszych negocjacji na wszystkie obszary. I fakt faktem, że z niektórymi kosztami deweloper nie jest w stanie nic zrobić, ale w przypadku niektórych może jak najbardziej pomóc. Na przykład może zaproponować nam nieponoszenie kosztów czynszu przez rok od przejęcia lokalu. Możliwe? Jak najbardziej! Zawsze to kilka miesięcy oszczędności 🙂.  

Jakie wydatki warto jeszcze wziąć pod uwagę? Głównie te związane z zakupem i oczekujące. Jeśli deweloper z jakichś powodów nie chce nam ich podać, to oszacujmy je na przykładzie standardowych stawek innych inwestycji. Czyli: 

  • Cena za m2 mieszkania 
  • Cena za m2 balkonu (o ile jest) 
  • Cena piwnicy 
  • Cena garażu/miejsca postojowego 
  • Wysokość prowizji związanej z kredytem – jeśli z niego skorzystamy 
  • Wysokość podatku od nieruchomości 
  • Wysokość opłaty z tytułu użytkowania wieczystego gruntu – chyba że jest to grunt własny dewelopera 
  • Wysokość przyszłego czynszu 
  • Wysokość opłat – m.in. za ogrzewanie 
  • Standard wykończenia mieszkania, kiedy dostajemy do niego klucze plus koszty, jakie poniesiemy w związku z ostatecznym wykończeniem 
  • Koszt ubezpieczenia pomostowego – pomiędzy uruchomieniem kredytu a podpisaniem aktu notarialnego przejęcia mieszkania (i ustanowienie hipoteki na rzecz banku). Im później taki akt podpisze deweloper, tym większy będzie koszt takiego ubezpieczenia! 

Nie porywamy się z motyką na słońce! 

Znając już skalę naszych kosztów i wiedząc, ile mamy pieniędzy, jesteśmy świadomi, na czym stoimy. To prawda, że mało kto płaci gotówką za mieszkanie. Dlatego jeśli finansujemy nasze gniazdko przy pomocy kredytu, to warto pamiętać, że im większy mamy wkład własny, tym mniej nas będzie kosztowało mieszkanie 🙂 

Pierwszy etap negocjacji ceny nieruchomości, to tak naprawdę walka z samym sobą! – bez żadnych zbędnych domyśleń, odpowiedzmy sobie szczerze, na jakie mieszkanie nas stać. Pamiętajmy, że nawet optymistyczne podejście – ,,jakoś to będzie” nie jest najlepszym doradcą. Jeżeli nie nałożymy na siebie żadnych ograniczeń, to nasze mieszkanie łącznie z kredytem będzie prawdziwą udręką, a nie spełnionym marzeniem 🙁. Warto o tym pamiętać… Różne spojrzenia na temat kredytu hipotecznego możecie odnaleźć w artykule poniżej.

 

Oko KRYTYKA w cenie! 

Zamierzamy kupić mieszkanie? Chęć posiadania czegoś własnego powoduje, że zatracamy logiczne myślenie – widzimy same pozytywy, ,,wybielamy” minusy, a jeśli już takie dostrzegamy, to sądzimy, że zapewne można z nimi żyć. Tak działamy. Jeśli do czegoś dążymy, to czasem za wszelką cenę staramy się przekonać samego siebie, że nasza decyzja jest jak najbardziej prawidłowa. Ile razy zdarzyło się nam, kupić jakąś rzecz, którą ,,musieliśmy posiadać”, a obecnie leży sobie gdzieś schowana? I tak naprawdę, do czego ona była nam potrzebna? 

Dlatego oprócz rozplanowania własnego działania w negocjacjach z deweloperem, skorzystajmy z pomocy przyjaciela. Pokażmy mu swoje materiały, opowiedzmy o mieszkaniu, ale przede wszystkim wysłuchajmy jego prawdziwej i obiektywnej opinii. Wtedy możemy ją skonfrontować z naszymi odczuciami – albo nasze obawy i wątpliwości wzrosną, albo zostaną rozwiane. Warto się z tym zmierzyć 🙂. 

Pamiętajmy, że im więcej bliskich osób zapytamy o radę, tym więcej rzeczy może stać się dla nas jasnych i zrozumiałych. Jednak nadal miejmy na uwadze to, że to nasze zdanie ma największe znaczenie i TO MY PODEJMUJEMY OSTATECZNĄ DECYZJĘ.

Zasmakuj RYWALIZACJI! 

Nic tak nie działa na podświadomość dewelopera, jak to, że mamy w zanadrzu konkurencyjną ofertę. Dlatego dobrze, jeśli pokażemy w rozmowie atuty tamtego mieszkania – takie, których brakuje oglądanemu. W ten sposób pokażemy, że jesteśmy gotowi kupić ten lokal mimo jego wad, a jednocześnie mamy ,,twardy orzech do zgryzienia” – co wybrać? Jeżeli szukamy mieszkania jako para, czasem warto zastosować pewien skuteczny trik – niech jedno z Was przekonuje do wyboru innej oferty, u innego dewelopera. Taki teatrzyk, może trochę śmieszny, czasami działa 😀. Im lepiej będziemy przygotowani, tym lepsze efekty uda nam się uzyskać. 

Gdy się człowiek spieszy, to się… deweloper cieszy?! 

W tym trochę przeinaczonym na potrzeby artykułu powiedzeniu jest sporo prawdy. Im więcej czasu damy sobie na podjęcie decyzji oraz późniejsze negocjacje z deweloperem, tym większe szanse mamy na finalny sukces. Proces negocjacji czasami trwa całymi tygodniami – bo albo potrzebujemy czasu na podjęcie decyzji, albo wyjeżdżamy na urlop bądź zwyczajnie – będziemy potrzebować chwili, by zastanowić się nad kupnem. 

Oczywiście czasem zbyt długie zwlekanie z podjęciem ostatecznych kroków może okazać się feralne. Na horyzoncie może pojawić się nowy klient z dużo lepszą ofertą, co osłabi naszą pozycję. Niemniej jednak pamiętajmy, że naszym celem jest szukanie dobrej okazji. I trudno, jeśli ktoś ,,zwinie” nam mieszkanie sprzed nosa – nie obwiniajmy się za to 🙂. Nie jest to wina tego, że się ociągaliśmy, ale uznaliśmy, że cena zaproponowana przez sprzedającego nie jest wystarczająco dobra. 

Tak to już jest, że deweloperzy mają do wyrobienia określone plany sprzedażowe. To, że dzisiaj będą walczyć o nas jak lew, nie oznacza, że będzie tak ZAWSZE. Nie lubią oni przeciągających się w nieskończoność negocjacji i w końcu mogą stracić cierpliwość do klienta, który podejmuje decyzje przez wiele miesięcy. 

Nie dajmy się NABRAĆ! 

Niemal w każdym nowym budynku znajdują się lokale sprzedawane na zasadzie ,,dziury w ziemi”, jak i takie, które czekają długi czas na nabywcę. Takie ,,niechciane” mieszkania znajdują się zwykle na parterze, w pobliżu blokowego śmietnika, nad bramą wjazdową, nad znajdującymi się na parterze sklepami lub na ostatnich piętrach, które mają skosy czy okna na ścianę kolejnego budynku. I te właśnie niedoskonałości to dla nas dobra okazja! Jeśli taki lokal kupujemy, na przykład na cele inwestycyjne, pod wynajem – widok z okna nie ma aż tak wielkiego znaczenia, ale deweloper nie musi o tym wiedzieć 🙂. W takich sytuacjach nie pozostaje nam nic innego, jak dążenie do ,,zejścia” z ceny ze względu na gorsze niż w przypadku innych lokali położenie. 

Podnosimy naszą pozycję w NEGOCJACJACH 

Obowiązkowo przy odbiorze mieszkania skorzystajmy z pomocy specjalisty, który niczym inspektor wyśledzi wszystkie deweloperskie fuszerki, których niestety bardzo często nie brakuje. Na takich oględzinach zyskujemy PODWÓJNIE – po pierwsze, możemy wezwać sprzedającego do ich usunięcia, a po drugie, zażądać obniżenia ceny mieszkania. Im poważniejsze zastrzeżenia, tym rabat powinien być większy. Dlatego jeśli zaopatrzymy się w pomoc eksperta, to nasza pozycja w negocjacjach cenowych zdecydowanie wzrasta 🙂. 

Akcja PRAWNIK! 

Odpowiednio wcześnie poprośmy o wzór umowy – nawet jeśli nie jesteśmy do końca pewni, czy to mieszkanie rzeczywiście nas interesuje. Skompletowanie takich wzorów przyda nam się, by porównać umowy różnych deweloperów. 

Z kolei jeśli jesteśmy zdecydowani na zakup, wiemy, że ,,to jest to!” – opinia prawnika bardzo nam się przyda. Po pierwsze – pomoże nam w prawidłowy sposób dopisać do umowy te punkty, na których nam najbardziej zależy (szczególnie ,,obietnice ustne”). A po drugie – sprawdzi, czy w umowie nie ma ,,kwiatków”, czyli np. klauzul zabronionych lub podpunktów, które mogą być interpretowane na wiele sposobów (z korzyścią dla dewelopera) i w końcu, czy nasz interes w umowie jest zabezpieczony. 

O co warto zadbać? Na przykład o zapis, że mieszkanie musi być wykonane zgodnie z normami i wymaganiami Instytutu Techniki Budowlanej odnośnie jakości wykończenia. Dlaczego jest to takie ważne? Bo te warunki trudno spełnić, a jest to podstawą do wykonania poprawek w lokalu. 

KREATYWNOŚĆ popłaca! 

Bywa, że deweloper nie jest wrażliwy na próby obniżenia ceny mieszkania 🙁. Co wtedy robić? Możemy wtedy próbować zejść z ceny na tym, co często jest w pakiecie z mieszkaniem, np. z miejscami parkingowymi – te atrakcje kosztować nas mogą nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, a dla dewelopera są dodatkowym bonusem. Zwłaszcza wyznaczone pod gołym niebem miejsca parkingowe to dla niego czysty zysk. Możemy oczywiście zażądać obniżenia ceny za miejsca postojowe lub dostać w pakiecie kolejne 🙂. Pomyślmy przyszłościowo – dodatkowe miejsce na strzeżonym parkingu zawsze możemy wynająć, a chętnych z pewnością nie będzie brakować. Podobnie jest z piwnicami – rzadko kiedy mają ten sam rozmiar. Dlatego możemy wynegocjować albo większe pomieszczenie, albo dodatkową komórkę lokatorską. Tam, gdzie obniżenie ceny nie wchodzi w grę, zawsze możemy dobić targu, np. na dodatkowym wyposażeniu lub indywidualnym wykończeniu mieszkania. 

Kolejnym ,,dodatkowym elementem” są opłaty notarialne. Nic nie stoi na przeszkodzie, by deweloper wziął na siebie koszt podpisania umowy deweloperskiej (zaoszczędzimy kilkaset złotych!) lub nawet końcowej umowy przekazania własności (w kieszeni mamy nawet kilka tysięcy złotych!) 

Naprawdę warto być kreatywnym 🙂. 

Bądźmy SCENARZYSTAMI! 

Może czujecie się troszkę zawiedzeni, bo liczyliście w duchu, że podpowiemy Wam, jakich słów użyć i jak konkretnie prowadzić rozmowę… Oczywiście otwarta postawa, patrzenie w oczy, zdecydowany uścisk dłoni na powitanie i maszerowanie pewnym krokiem na pewno doda nam do wizerunku dużo pewności siebie i profesjonalizmu. Jednak najważniejsze jest to, co mamy do powiedzenia deweloperowi. Nie warto zastępować dobrego przygotowania kuglarskimi sztuczkami. 

Pamiętajmy, że sprzedawca to osoba, która niejedno widziała i niejedno słyszała, a w swoim fachu czuje się ,,jak ryba w wodzie”. Dlatego tym bardziej powinniśmy postawić na dobre przygotowanie. Czujemy się niepewnie? To stwórzmy scenariusz rozmowy, czyli listę punktów, o których zamierzamy wspomnieć, a także dobrych odpowiedzi na pytania, które mogą paść 😉. 

BURACTWU mówimy STOP! 

Najważniejszy punkt na naszej liście zostawiliśmy na sam koniec – ot, taka wisienka na torcie. Pamiętajmy, że w negocjacjach chodzi o to, by obie strony wyszły zadowolone! Deweloper ma jasny cel – wyrobić plan sprzedażowy, a jednocześnie – tak zwyczajnie, porozmawiać z ludźmi sympatycznymi, którzy marzą o własny kącie. Z pewnością też odczuwa satysfakcję, gdy uda mu się dogadać i gdy klienci są zadowoleni z obrotu sprawy. 

Kogo deweloper z pewnością nie będzie szanował? Na pewno klienta-buraka, który choćby dostał bardzo korzystną ofertę mieszkaniową, nadal będzie miał jakieś pretensje, wyrzuty i żale. Typowy ,,burak” jeszcze przed obejrzeniem lokum, zadaje pytanie ,,a ile Pan zejdzie z ceny?”. Może najpierw sprawdźmy, co ma nam do zaoferowania, a dopiero później przejdźmy do targu? 🙂 

Problem z tego typu ludźmi jest taki, że traktują deweloperów jak złodziei, którzy chcą się wyłącznie ,,nachapać”, a swoich klientów zostawiają z torbami. Pamiętajmy, żaden sprzedawca nie lubi takiego traktowania i jeśli będziemy zachowywać się w ten sposób, to o korzystnej ofercie możemy pomarzyć – tak samo o własnym kącie…

Obie strony naprawdę chcą tego samego! – jedna chce sprzedać, a druga kupić. Dlatego tylko dzięki rozsądnej i spokojnej rozmowie jesteśmy w stanie coś osiągnąć, nie traktując siebie jako najgorszych rywali, dla których liczy się tylko to, by ,,dokopać” leżącemu. 

Mamy nadzieję, że przekonaliśmy Was, że warto walczyć o swoje i warto być przygotowanym do tej walki. Fakt, negocjowanie ceny do najłatwiejszych nie należy, ale jeśli mamy w ręku przekonujące argumenty, to zwycięstwo jest po naszej stronie! Pamiętajmy, że negocjacje to nasze święte prawo i lepiej z niego nie rezygnować. Rozmowa i szacunek to droga do wymarzonego mieszkania, no i w końcu ,,nie taki deweloper straszny, jak go malują „😀. 


Wyraź swoje zdanie ;)